czwartek, 30 stycznia 2020

W kilku słowach o: Zostawiłeś mi tylko przeszłość - Adam Silvera

Tytuł: Zostawiłeś mi tylko przeszłość
Autor: Adam Silvera
Wydawnictwo We NEED YA
Liczba stron: 420

Moja ocena 8/10

Hej wam! 

Z twórczością Adama Silvera miałam okazję się już zapoznać, przy Raczej szczęśliwy niż nie w tedy pierwsza jego książka rozłożyła mnie na części pierwsze i trafił do mojej listy ulubionych autorów. Postanowiłam, że gdy tylko pojawi się kolejna książka, na pewno po nią sięgnę no i tak się stało. Jestem świeżo po przeczytaniu Zostawiłeś mi tylko przeszłość, podobała mi się, ale nie tak bardzo jak jego wcześniejsza książka, którą przeczytałam. 

Historia Griffina i Theo nie jest łatwa, ale po kolei. Nasz głowny bohater Griffin cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i jest fanem Herrego Pottera (serio?!) zaś Theo uwielbia Gwiezdne wojny oraz wierzy w równoległe światy. Byli parą idealną, ale  wszystko się zmienia kiedy Theo wyjeżdża na studia, gdzie poznaje nowego chłopaka Jacksona, ale to nie wszystko bo wydarzył się tragiczny wypadek, który zmienia wszystko. 

Co podobało mi się w książce, to to, że mieliśmy możliwość poznać, to co dzieje się teraz po śmierci Theo i przeszłość, jak wyglądał ich związek, od samego początku do samego końca. Bohater który wzbudził we mnie ciepłe uczucia jest własnie Theo, bo Griffin czy Jackson jakoś niespecjalnie przypadli mi do gustu, niektóre ich zachowania wprowadzały mnie totalną irytację, chciało się jednego oraz drugiego trzepnąć po tych głupich łbach i wykrzyczeć jak w anime baka baka! 


  
No i co dla mnie ważne, to wątek lbgt, który mi nie przeszkadza tak jak w Simon oraz inni homo sapiens ( którego uwielbiam tak na marginesie) chodzi mi o to że w Simonie czułam, że to nie może być rzeczywiste, tutaj jak i w Raczej szczęśliwy niż nie, miałam wrażenie że jest bardziej namacalne (( ͡° ͜ʖ ͡°) gdzie to wszystko zmierza, Inu kończ recenzje) 

Jak już pogadałam sobie sama ze sobą, pozwole sobie skończyć. Niedawno ukazała się nowa książka Nasz ostatni dzień, gdy tylko uporam się , chociaż z połowa swojego stosu książek i mang, obiecałam sobie sięgnąć po tą nową historie, która mam nadzieje będzie naprawdę dobra, a teraz chciałabym was serdecznie zachęcić do zapoznania się z historią Griffina i Theo. 


wtorek, 18 grudnia 2018

W kilku słowach o: Małe życie - Hanya Yanagihara


Tytuł: Małe życie
Autor: Hanya Yanaihara
Wydawnictwo W.A.B.
Liczba stron: 815
Moja ocena 10/10

Hej.
Dzisiaj chciałabym trochę opowiedzieć wam o Małym życiu autorstwa Hanya Yanagihary, książce, która wielokrotnie powodowała u mnie płacz, ale także i zachwyt. Powieści ta powodowała u mnie tak skrajne emocje, że w niektórych momentach chciałam ją wyrzucić przez okno, a zarazem wzbudzała we mnie niepohamowany zachwyt. Małe życie na mojej półce czekało bodajże rok, ogromnie się cieszę, że przeczytałam ją teraz. Wydaje mi się, że to był najbardziej odpowiedni czas na tak mocną pozycję. Nie wiem, czy to będzie recenzja, czy tylko moje odczucia po tej książce, bo ciężko jest mi się pozbierać po niej, nie jestem w stanie opisać jej fabuły tak, aby niczego nie zdradzić, więc wyjątkowo nie będę się dzisiaj w to bawić.

Przejdę więc od razu do bohaterów. Willem, boże dlaczego...! Mieć kogoś takiego jak on, przy swoim boku, bajka. Tylko niestety nie miał łatwo, nie wiem, czy potrafiłabym tak jak on, być, tak uparta w swoim dążeniu, przez długi czas nie dostawał odpowiedzi od Jude na zadane mu pytania, dopiero po latach Judy był, w stanie mu odpowiedzieć.

Moją sympatię nie tylko Willem dostał, ale także Andy i przybrany ojciec Jude, Harold. Uwielbiam w książkach i nie tylko, postać kochającego ojca, który dla swojego dziecka jest, w stanie zrobić wszystko, kiedy nieporadnie próbuje okazać swoją ojcowską miłość i inne podobne rzeczy. Wracając do tematu, został nam główny bohater Jude, w którym znalazłam ziarno siebie. Jude jest postacią, którą chce się bronić przed całym złem tego świata, ale także chwycić go za ramiona i powiedzieć mu, że to nie z nim jest coś nie tak, ale ze światem i żeby się obudził.

Co najbardziej mnie  bolało w tej książce? Oczywiście przeszłość i wydarzenia z życia Jude, ale także zachowanie głównego bohatera do samego siebie, wmawiania sobie, że na dobroć i szczęście nie zasłużył, było takie znajome, że aż bolesne. Momenty wytchnienia pomiędzy jedną tragedią a drugą, były jak sen, z którego się budzimy razem z bohaterem i wracamy do koszmaru. Zbyt wiele cierpienia jak dla jednej osoby i zastanawianie się, czy aby przypadkiem to nie za dużo?

Jude — powiedziałem — dlaczego ty to sobie robisz? Milczał długo. Ja też. Słuchałem morza. Nareszcie się odezwał. - Z kilku powodów.
- Na przykład?
- Czasami czuję się tak źle, tak bardzo się wstydzę, że muszę poczuć to fizycznie — zaczął i spojrzał na mnie, zanim znowu spuścił wzrok. - A czasami jest tak, że czuję za dużo i chciałbym nie czuć nic... To pomaga opanować uczucia. No a nieraz to robię, bo czuję się szczęśliwy i muszę sobie przypomnieć, że nie powinienem.

Jeśli szukacie dużej dawki emocji, to jest książka dla was, 815str ładunku mieszanki emocji. Zachęcam was gorąco do zapoznania się z Małym życiem, nie wiem, czy jestem masochista, czy nie, ale wiem na pewno, że nie raz zajrzę do książki.

niedziela, 21 października 2018

W kilku słowach o: Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow - Jessica Townsend


Tytuł: Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow
Autor: Jessica Townsend
Wydawnictwo Media Rodzina
Liczba stron: 432
Moja ocena 7/10

Hej dzisiaj przychodzę do was, z recenzją książki Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow, która miała pojawić się kilka dni wcześniej, ale za sprawą moich praktyk nie miałam okazji, kiedy czytać. Kiedy książka do mnie przyszła byłam trochę w szoku, bo raczej jej się nie spodziewałam, kiedy zaczęłam szukać o niej informacji, dowiedziałam się, że książka jest porównywana do Harrego Pottera, za którym ja nie przepadam. Dlatego podchodziłam do niej z niechęcią, ale teraz po przeczytaniu muszę przyznać, że historia o Morrigan o wiele bardziej mi się podobała, niż mogłam przypuszczać.

Dawno, dawno temu w zwyczajnym, nudnym świecie żyła przeklęta dziewczynka. Urodziła się w pechowy dzień, pod pechową gwiazdą i jedyne, co potrafiła, to przynosić innym pecha. Ale spokojnie, pechowe dzieci nigdy nie żyją długo – wszystkie umierają w swoje jedenaste urodziny. Morrigan nie do końca wierzy w te wszystkie brednie, a jednak z niepokojem odlicza dni. W dzień urodzin rzeczywiście wszystko się zmienia, a to za sprawą pewnego rudowłosego dżentelmena, który nazywa się Jupiter North i ma dla Morrigan propozycję nie do odrzucenia. Podróż, w którą ją zabiera, to wyprawa w inny wymiar, do tajemniczego miasta Nevermoor, gdzie Morrigan staje przed niesamowitą szansą, by zostać członkinią elitarnego stowarzyszenia, tyle że najpierw musi przejść cztery próby. Każda z nich jest trudnym sprawdzianem, każda wymaga niezwykłych umiejętności.

Tak jak wcześniej już wspomniałam, początek był dla mnie ciężki, ciągle w głowie miałam to niezbyt trafne porównanie, ale kiedy w końcu o tym zapomniałam, mogłam całkiem dobrze bawić się przy tej książce, po ciężkim dniu. Podobał mi się wątek z przeklętym dzieckiem, jaki i próby, które przechodziła główna bohaterka. Przez to, że nie kiedy miałam kilka dni przerwy, ciężko było mi się połapać co i jak, ale potem szybko to nadrabiałam.

Jeśli szukacie, książki, która miałaby wam umilić czas i żebyście się dobrze przy niej bawili, to jest właśnie ta książka, a jeśli nie jesteście fanami Harrego Pottera i macie podobne obawy jak ja, możecie spokojnie sięgnąć po historię Morrigan Crow. Bardzo cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę i wiem już z góry, że kiedy wyjdzie drugi tom, chętnie się za niego zabiorę.

Chciałabym serdecznie podziękować wydawnictwu Media Rodzina, za możliwość przeczytania tej książki.


sobota, 29 września 2018

W kilku słowach o: Podniebny - Kerstin Gier


Tytuł: Podniebny 
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo Media Rodzina
Liczba stron: 440
Moja ocena 6/10
Hejo kochani!

Podniebny jest książka, której nie planowałam, ale cieszę się, że miałam możliwość jej przeczytania. Za możliwość przeczytania i zrecenzowania jej dla was, dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

Siedemnastoletnia Fajny rzuciła szkołę i odbywa praktykę w hotelu Château Janvier, który wszyscy pieszczotliwie nazywają Podniebnym. W okresie świąteczno-noworocznym podupadły już nieco hotel z tradycjami przeżywa prawdziwe oblężenie. Zjeżdżają tu najróżniejsi goście — od światowej sławy łyżwiarki, przez autora thrillerów i dziennikarzy po rosyjskich oligarchów — a przychylać im będzie cały zastęp pracowników. Wraz z Bena, przystojnego syna właściciela, i tajemniczego Tristana, który potrafi wspinać się po fasadzie budynków jak kot, Fanny spróbuje podjąć ryzykowną akcję i pokrzyżować szyki pewnym złym ludziom. Postara się też zachować zimną krew (i pracę!) oraz znaleźć pomysł na życie, a może nawet miłość...



Pierwsze co przykuwa uwagę to, jaka jest piękna. Kiedy okładkę się przechyli, delikatnie odbija złote elementy no i wklejka, która za każdym razem zachwyca, ale przejdźmy do treści. Kiedy zaproponowano mi ją do przeczytania i zrecenzowania, z wiadomości dowiedziałam się, że ma być to niebanalny trzy mający w napięciu thriller, co prawda młodzieżowy, dlatego też dość szybko się zgodziłam. Czytając, książkę zastanawiałam się gdzie podział się ten zapowiedziany klimat. Jak dla mnie była to dobra obyczajówka z wątkiem thriella. Książkę czyta się dość przyjemnie, dowiadujemy się, jak mijają dni w hotelu, jak tworzą się relacje między bohaterami. Bohaterowie są dosyć różni więc każdy znajdzie kogoś dla siebie. Moim ulubieńcem z tłumu jest niejaki Tristan, ale żałuję trochę, że jest go dosyć mało. Pomimo tego wszystkiego mam mieszane uczucia, czekałam na thrilell, mniej więcej taki jak na przykład Jedno z nas kłamie bądź coś, co skłoni mnie do szukania głównego podejrzanego, co mnie zaciekawi, ale niestety jak się okazało, ostatni wątek całej tej historii był dla mnie najmniej ciekawszy z wszystkich innych. Więc jeśli szukacie czegoś podobnego do Jedno z nas kłamie, to niestety to nie ta książka, a jeśli szukacie książki, która ma, być lekka i przyjemna góra na dwa dni to własnie to jest ta książka.

wtorek, 4 września 2018

w kilku słowach o : Tancerze burzy - Jay Kristoff


Tytuł: Tancerze burzy
Autor: Jay Kristoff
Wydawnictwo Uroboros
Liczba stron: 446
Moja ocena 7/10

Hejo!

Jak większość z was może wie, uwielbiam Japonie i większość rzeczy z nią związanych, dlatego, gdy tylko dowiedziałam się, że w tej książce dostane klimat Japonii. Wiedziałam, że prędzej czy później będę chciała się za nią zabrać.

Skażony i zatruty przez przemysł krwawego lotosu świat wysp Shima, w którym demony i bóstwa z japońskich mitów współistnieją z posługującymi się rozwiniętą technika przedstawicielami tajemniczej Gildii, a miliony poddanych trudzą się umierają pod okrutną władzą szoguna, zmierza ku nieuchronnej ekologicznej i społecznej katastrofie. I oto pozornie przypadkowe wydarzenie, spotkanie młodej Yukiko z gryfem, którego schwytał jej ojciec na rozkaz swego szalonego władcy. Staje się początkiem decydujących zmian zarówno w życiu bohaterki, jak i w historii całej i jej mieszkańców.

Może zacznę od tego, co mi się podobało, a potem napisze wam, to co mnie najbardziej bolało w tej książce. Zaczniemy od najprostszego i tego, co rzuca się w oczy, czyli od szaty graficznej, która bardzo mi się podoba. Kolory i te czerwone kwiaty, które za każdym razem przykuwają mój wzrok. Podoba mi się cały zamysł fabuły, lotostatki, lotosy, czerwone niebo, yōkai, no i oczywiście bohaterowie. Masaru, ojciec głównej bohaterki, bardzo go polubiłam, żałuje tylko tego, że tak mało było okazji go bliżej poznać. Ojciec, który dla swojej córki zrobi wszystko, żeby ją chronić. Jego postać, jak i Yukiko i Buruu, bardzo przypominają mi Broma, Eragona i cudowną smoczycę, której imie gdzieś mi uciekło. Relacja tworząca się pomiędzy dziewczyną, a Buruu jest naprawdę ciekawa, na początku od nienawiści, poprzez akceptacje do miłości. Kolejnym pozytywnym faktem jest to, że na końcu książki jest dodany słowniczek, bez którego, czytelnik nieznający japońskiego mógłby mieć probelm, ale w tym momencie, dochodzimy do tego, co najbardziej irytowało mnie w książce, a mianowicie wstawki języka japońskiego. To, co dla mnie miało być największym plusem tej książki, stało się takim uwierającym kamykiem w bucie. Zastanawiam się, czy to autor, czy też tłumacz tak namieszał. Bo już nawet nie chce wspominać "Hai", które było, chyba praktycznie na każdej stronie, ale chodzi mi o zwroty grzecznościowe, czyli -kun, -chan, -san, -sama, i tak dalej. W książce zwroty były odmieniane, nadużywane albo tworzone nowe, i może się niepotrzebnie czepiam, ale zapis w znakach rōmaji słowa "Susano-ō", chyba powinno być zapisane tak "Susanō", ponieważ ten znak ō mówi nam o tym, że o jest długie. 
(Serio Saito-sam!? Wtf!? )

Podsumowując książka ma jeden minus i jest to język japoński, ale kiedy w trakcie czytania postanowiłam nie zwracać na to większej uwagi, było naprawdę dobrze. Zaciekawiona tym, co będzie dalej zamówiłam już z góry dwa kolejne tomy. Mam nadzieje, że w kolejnych tomach będzie lepiej.

sobota, 24 lutego 2018

W kilku słowach o: Simon oraz inni homo sapiens - Becky Albertalli



Tytuł: Simon oraz inni homo sapiens 
Autor: Becky Albertalli
Wydawnictwo Papierowy Księżyc 
Liczba stron: 300
Moja ocena 8/10

Hej.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam o książce, która sprawiła, że moje zimne serce zaczęło bić szybciej. Simon oraz inni homo sapiens opowiada historie tytułowego Simona, chłopak jest gejem. Poznajemy go w momencie, kiedy zostaje wciągnięty w szantaż, jego sekret może zostać ogłoszony całej społeczności szkolnej lub przystanie na propozycje szantażysty, Martina.

Książkę przeczytałam jednym tchem, nie mogłam się od niej oderwać, ale także nie chciałam jej kończyć. Pod koniec książki muszę przyznać, że wyszła ze mnie yaoistka ( do której nie chce się przyznać), banan na twarzy do samego końca książki. Czułam się dokładnie tak samo, jak przy oglądaniu Yuri on ice.

Od samego początku polubiłam Simona oraz większość bohaterów, ale jednak to z nim poczułam taką fajną więź. Podobały mi się także relacje pomiędzy bohaterami, choć wydaje mi się, że niektóre sytuacje były za mało pokazane. Kiedy już cała szkoła Simona dowiedziała się o jego orientacji, czekałam, aż bomba wybuchnie, ale tu były niby jakieś małe zaczepki i wyzwiska typu "pedał" ale na tym się skończyło. Znając ludzi z mojej byłej szkoły, na tym by się to nie skończyło. Cholernie mnie irytuje, kiedy ktoś jest ślepo zapatrzony w swoje nietolerancyjne poglądy. Jak można oceniać człowieka tylko po tym, że jest odmiennej orientacji, innej wiary, czy też, że ma inny kolor skóry niż on sam.

Dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej osób przeczytało historie Simona, zachęcam, bo książka sprawia wrażenie, że książka otacza nas ciepłem i nadzieja. Mam nadzieje, że jako tako ta recenzja mi wyszła po takim czasie niepisania.


Piosenka która mi towarzyszyła w trakcie czytania :



poniedziałek, 10 lipca 2017

W tym momencie to już koniec. Do zobaczenia wkrótce...

Hej kochani.

Na ten moment ten post jest moim ostatnim. Przez kilka dni będąc wyjazdach, dużo myślałam co zrobić z blogiem i postanowiłam, że jak na razie to już koniec. Nie mam siły na pisanie, ani nawet na czytanie książek, a posty o mangach czy anime nie mają takiego zainteresowania. Pewna jestem jednego, że nie usunę bloga, on cały czas będzie czekał na to, aż pewnego dnia pozbieram się ze swojej niemocy czytelniczej.

W tym momencie chciałam wam bardzo podziękować za te trzy lata, za miłe słowa. Nie mogę uwierzyć, że poznałam tyle wspaniałych osób, w tym cudowną Tatiane z Lost In My Books, mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy. Instagram, fanpage oraz konto na Lubimyczytac.pl cały czas będą działać, jeśli ktoś chciałby coś napisać, czy odwiedzić to gorąco zapraszam.
Do zobaczenia za jakiś czas...


Obserwatorzy

Lubisz to?