czwartek, 9 marca 2017

W kilku słowach o: Outliersi -Kimberly McCreight


Tytuł: Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Wydawnictwo Czarna Owca
Liczba stron: 384
Moja ocena: 7/10

Hej.

Zauważyłam, że większość mojego wolnego czasu poświęcam czytaniu mang oraz oglądaniu anime, ale próbuję także gdzieś w tym wszystkim wcisnąć kilka książek. Dlatego dzisiaj mam dla was Outliersów z małą osuwom w czasie. Książka dość przypadkowo trafiła do mojego koszyka, z czego się ciesze, bo dzięki niej spędziłam kilka dobrych godzin.

Wylie od śmierci matki nie wychodzi z domu, uczy się w domu, ma niezbyt dobre relacje z pozostałymi domownikami, nawet jej terapia odbywa się przez telefon. Dziewczyna miała jedną przyjaciółkę Cassie, z którą także straciła kontakt, ale kiedy dostaje dziwnie brzmiącą wiadomość od Cassie i dowiaduję się, że ona zniknęła. Między czasie przychodzą kolejne esemesy, w których Cassie mówi głównej bohaterce co, ma zrobić. W całej tej historii ma jej pomóc Jasper, który także został wciągnięty przez Cassie, trzeba zaznaczyć, że Wylie mu nie ufa, ale postanawia z nim jechać i szukać swojej przyjaciółki.

Outliersi zaczynają się dość szybko, nie ma przydługiego wprowadzenia. Akcja cały czas się toczy w dość szybkim tempie, nie ma zastojów. Bohaterowie bywają w różnych sytuacjach, podejmują raz dobre decyzję raz głupie. Powiem szczerze, że nie wiem, co dokładnie podobało mi się w tej książce, bo główna bohaterka była taka sobie i inni też jakoś niespecjalnie przypadli mi do gustu, ale jednak nie potrafiła odłożyć tej książki na bok. Nie wiem, czy dam się skusić na kolejne tomy, zobaczę jak to będzie, kiedy pojawi się kolejny.

wtorek, 21 lutego 2017

W kilku słowach o: Mężczyźni bez kobiet - Haruki Murakami


Tytuł: Mężczyźni bez kobiet 
Autor: Haruki Murakami  
Wydawnictwo Muza
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7/10

Gdyby ktoś z moich znajomych kilka lat temu powiedział mi, że będę czytać książki z takim zapałem, nie uwierzyłabym mu, a jeśli wtedy by dodał, że z jeszcze większą fascynacją zacznę czytać książki japońskiego pisarza, zastanawiałabym się, czy czasem jest z nim wszystko w porządku.

A jednak zakochałam się w książkach, różnie bywa z czytanie, bo niedawno miałam z tym problem, ale znalazłam książkę, która mnie "odblokowała". Norwegian Wood Harukiego Murakamiego, zakochałam się w niej, ale nie chce o niej dzisiaj mówić, postanowiłam, że tą książką nie będę się dzielić. Dzisiaj przychodzę z inną książką tego samego autora, spróbuje wam jak najlepiej przybliżyć Mężczyzn bez kobiet.

Autor przygotował dla nas siedem różnych historii mężczyzn, samotności i miłości. Każde opowiadanie jest inne, dzięki temu towarzysza nam różne emocje w trakcie czytania. Mamy barwną paletę bohaterów, są w różnym wieku, różne mają doświadczenia życiowe i uczuciowe, w różny sposób opuściły ich kobiety, jedne odeszły, drugie zmarły, ale łączy ich ten sam ból i samotność.

"Pewnego dnia nagle stajesz się jednym z mężczyzn bez kobiet. Ten dzień przychodzi nieoczekiwanie bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnej wskazówki, bez przeczucia, złego znaku, nikt nawet nie zapukał ani znacząco nie chrząknął. Mijasz zakręt i orientujesz się, że już tam jesteś. Ale nie możesz się cofnąć. Gdy raz miniesz ten zakręt, to miejsce staje się twoim jedynym światem."

Mężczyźni bez kobiet to taka książka, której nie da się przeczytać na raz, po każdym z opowiadań musiałam się zatrzymać, pomyśleć, dopowiedzieć sobie jak każda z tych historii mogłaby się skończyć, co było dla mnie plusem, jak i minusem, bo nie raz przy niektórych opowiadaniach chciałabym, żeby autor powiedział mi wprost, co się stało dalej. W książkach Murakamiewgo podoba mi się, że autor nie obwija w bawełnę, dostajemy świat, jaki jest, nie upiększa go. Porusza ciężkie, trudne tematy. Zauważyłam, że kiedy czytam, książki jego autorstwa nie potrafię czytać ich bez muzyki. Nie wiem, czy to dobrze, czy nie, ale bez tych japońskich piosenek nie potrafię się skupić.

Jeżeli szukacie książek, gdzie autor nie boi się pisać o miłości, nagości i ogólnie o rzeczach niezbyt prostych, to bardzo wam polecam książki Murakamiego. Sama postanowiłam zebrać je wszystkie ;).

Kurcze to zabrzmiało, jak bym mówiła o pokemonach ;P

Pytanie dla was: Czy wy macie już jakąś książkę 
Murakamiego? Podobała wam się czy może nie koniecznie? Piszcie ;P


wtorek, 7 lutego 2017

W kilku słowach o: Królowa Tearlingu - Erika Johansen


Tytuł: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen 
Cykl/Seria: Królowa Tearlingu ( tomy 1)
Wydawnictwo Galeria Książki
Liczba stron: 486
Moja ocena: 8/10

Hej wam!

Trochę mnie nie było, ale chyba w końcu wracam, może nie do tak regularnego pisania, jak kiedyś, ale jednak będzie się coś działo na blogu.

Nie mam dla was dzisiaj żadnej mangi, w których ostatnim czasie się zaczytuję, ale książkę a jest nią Królowa Tearlingu Eriki Johanes. Dawno mi się tak dobrze nie czytało książek, jak właśnie tą. Zanim jednak się za nią zabrałam, miałam lekkie opory i myślałam boże, po co ja, kupiłam aż dwa tomy, a tu nagle okazało się, że książka wciągnęła mnie niesamowicie w swój świat.

Kelsea dorastała w ukryciu, była przygotowywana na objęcie tronu, ale nikt nie był, w stanie ją przygotować na to, co zastała na swoim dworze. Młoda królowa musi objąć tron, podjąć decyzje, które mogą wywołać wojnę z potężną czarownicą, która obejmuje władze. Dziewczynę czeka trudna droga, która jest pełna zdrad i niebezpieczeństw.

Jeśli chodzi o bohaterów, to moimi ulubieńcami są Lazarus oraz Duch, szkoda, tylko że tego drugiego jest tak mało. Do samej głównej bohaterki nie mam żadnych, ale, podobało mi się to, że była taka zwyczajna, jeśli chodzi o urodę, chyba ją polubiłam, zobaczmy, jak będzie po drugim tomie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to wielkość czcionki, jak dla mnie zdecydowanie jest za mała, czytając ją wieczorem, było to masochizmem, dlatego, choć jestem, bardzo ciekawa co będzie, dalej muszę drugi tom odłożyć na jakiś czas.

Jeśli nie czytaliście jeszcze Królowej Tearlingu to gorąco ją wam polecam.

Muszę przyznać, że po takim długim czasie niepisania ciężko mi wrócić do tego, mam nadzieje, że kolejne recenzje będą lepsze.

piątek, 30 grudnia 2016

Czytam mange: Kuroshitsuji - Yana Toboso


Tytuł: Mroczny kamerdyner 
Tytuł oryginału: Kuroshitsuji
Autor: Yana Toboso
Seria: Kuroshitsuji
Wydawnictwo Waneko 
Moja ocena: 10/10


Hej wam !

Dość długo mnie tu nie było, dalej walczę ze swoją niechęcią do czytania i wychodzi mi to różnie, raz lepiej raz gorzej. Mam dzisiaj coś genialnego, nie jest to niestety książka, ale manga oraz anime o tym samym tytule a mówię o Kuroshitsuji a na nasz język Mroczny Kamerdyner.

Muszę przyznać, że zaczęło to się wszystko niewinnie od uroczej figurki chibi Sebastiana Michaelisa, oczywiście nie wiedziałam, kim jest ów przystojniak, no i tak zaczęłam, szukać informacji skąd ta postać jest. Znalazłam najpierw anime, długo się do niego zbierałam, ale w końcu, gdy się skusiłam, przepadłam bez reszty. Ciężko mi powiedzieć czy bardziej podoba mi się manga, czy anime, bo trzeba podkreślić to, że nie są takie same. W anime pojawiają się bohaterowie, których nie ma w mandze oraz cudowna muzyka, która niesamowicie dodaje klimatu.



Obie wersje opowiadają o dwunastoletnim Cielu Phantomhive, który nawiązał pakt z demonem. Po zawarciu paktu chłopiec nadaje mu imię Sebastian Michaelis (po swoim zmarłym psie). Pakt zawiera kilka reguł, których nie będę wam zdradzać. Ciel, jest, nadwyraz bardzo mądrym i niezależnym dzieckiem. Niejednokrotnie to pokazuje. Zmusza go do tego tragedia, którą doświadczył w bardzo młodym wieku. Sebastian, reszta służby oraz kilku znajomych są dla niego nową rodziną.



Ciężko wybrać swojego ulubionego bohatera, ponieważ bohaterowie pierwszoplanowi, jak i drugoplanowi są niesamowicie wyraziści. Każdy z nich ma swoją historię i problemy. Wydaje mi się, że każdy czytelnik znajdzie dla siebie swojego faworyta, a nawet kilku, tak jak jest to w moim przypadku. Nie chce pisać kim oni są, ponieważ wyglądałoby to dość podobnie do Darów Anioła, zamiast Jace byłby np. Sebastian czy też Ciel lub jeszcze ktoś inny.



Wrócimy jeszcze na chwile do różnic, które występują w anime i mandze, tak jak wcześniej wspomniałam. Pojawiają się w anime bohaterowie, którzy nadają całkowicie nową historię, jak i w pierwszym sezonie i drugim, musimy zaznaczyć, że w mandze nie ma wcale historii z drugiego sezonu. W mandze jak na razie nie uświadczyłam, głównego antagonisty nie wiem, kto pociąga za sznurki (chyba że jeszcze za mało przeczytałam, jestem dopiero na 8 tomiku). Kolejną zmianą, co dla niektórych, może być relacja pomiędzy Sebastianem i Cielem, w mandze możemy poczuć pogardę, którą Sebastian czuje do Ciela, w anime tego nie otrzymałam. Mangowy Sebastian jest bardziej demoniczny. Wielkim plusem mangi jest bardzo ładna kreska, dodatki, które autorka zamieszcza na końcu oraz że ilustracje są naprawdę szczegółowe.



Gorąco polecam wam anime (koniecznie w japońskiej wersji z polskimi napisami) oraz mange. Pozwólcie się jej pochłonąć w ten dość mroczny, ciężki, ale także zabawny świat.



wtorek, 13 grudnia 2016

Podsmowanie Października i Listopada

Hej, mam dla was dzisiaj podsumowanie miesiąca, nie jedno, ale dwa. Październik i listopad były niczego sobie, jeśli chodzi o ilość książek, ale ciągle czytając, większość z nich mam problem. Czuje się zmęczona, znudzona i ciągle mam wrażenie, że gdzieś już to czytałam. Mam wrażenie, że gdzieś zatraciłam radość z czytania, ale nie przedłużając, zabierzmy się, za październik.

Październik: 

Październik zaczęłam z długo odkładaną Panią Noc Cassandry Clare, może nie była tak jak dobra, jak Dary Anioła czy Diabelskie Maszyny, ale jednak to moi ukochani Nocni Łowcy. Jestem pewna, że każdy kolejny tom, który wyjdzie, to ja chętnie przeczytam i oczekuje z niecierpliwością.



Drugą książką jest Dożywocie Marty Kisiel, które zdecydowanie przypadło mi do gustu, większość z bohaterów polubiłam, zakochałam się w klimacie i humorze, który był w książce. Gorąco wam ją polecam, jeśli jeszcze nie mieliście okazji się zapoznać z twórczością tej autorki.



Trzecią książką jest kolejny tom Wiedźmina Chrzest Ognia i z moim kochanym Geraltem mam problem, bo im dalej w las z każdym kolejnym tomem coraz mniejszą mam ochotę czytać tę serię. Na jakiś czas ją odstawię i może później do niej powrócę.

Kolejną książką była Kochając Pana Danielsa Brittain C. Cherry. Spodobała mi się, ale nie jestem pewna co do kolejnych książek. Czy czytać, czy nie? Doradzicie mi czy warto.

Dziedzictwo Ognia Sarah J. Maas jak drugi tom był, dla mnie taki średni to dzięki tej cz. zakochałam się ponownie i będą, w trakcie tego tomu już zamawiałam kolejny, który czeka na swoją kolej.

I ostatnią książką w październiku była Nomen Omen Marty Kisiel, która mniej mi się podobała niż Dożywocie, także mało zapadła mi w pamięć.



Listopad: 

Pierwszą książką, którą przeczytałam w listopadzie to kontynuacją Dożywocia Marty Kisiel, czyli Siła Niższa. Tom ten mniej mi się podobał od pierwszego, brakowało mi jednego z bohaterów, ale podało mi się nawiązanie do Nomen Omen. Gorąco wam polecam książki pani Marty.

Drugą książką jest Never, Never Colleen Hoover i Tarryn Fisher, po tej książce oczekiwałam jakiejś mrocznej zawiłej historii, a dostałam dziwny romans, który dziwnie się kończy. Szczerze to ledwo pamiętam czy w książce były te zaniki pamięci wytłumaczone, czy nie. Nie wiem czemu, ale z uporem maniaka chce kupować kolejne książki Hoover. Może dlatego, że chce wierzyć, że znajdę kolejną tak dobrą książkę, jak Mayb Someday?



Trzecią była Silver. Druga księga snów autorstwa Krestin Gier i także muszę powiedzieć, że pierwszy tom bardziej podobał mi się od drugiego. Strasznie dłużyła mi się ta książka. Wszystko w niej było raczej takie nijakie.

Dwie kolejne są to moje lektury, a są nimi Hamlet oraz Makbet Williama Szekspira. Muszę przyznać, że czytając Hamleta, nie wiem czemu, ale poczułam z nim nić takie porozumienie. Naprawdę się zdziwiłam, że książka jak najbardziej przypadła mi do gustu, bo byłam pewna, że z tych dwóch książek spodoba mi się bardziej Makbet, ale nie.

Szóstą był Gus autorstwa Kim Holden, przy niej też czegoś brakowało, ale nie na tyle, aby jakoś to szczególnie przeszkadzało, jak z większością książek się w jakiś sposób męczyłam, czytając je, tak Gusa przeczytałam w ciąg dwóch dni. Podobno autorka szykuję nam kolejny tom o jakimś kolejnym bohaterze z Promyczka, ale nie jestem jakoś bardzo przekonana, żeby po nią sięgać.

Ostatnią książką jest Król Kruków Maggie Stiefvater przy tej książce miałam wrażenie, że gdzieś już ją czytałam, ale nie mam pojęcia gdzie i kiedy. Wiedziałam, co za chwile się zdarzy, może dlatego nie czytało mi się jej jakoś szczególnie miło, a im dalej byłam, coraz mniej mnie ciekawiła i przez to dość długo ją czytałam.

I ostatnie co przeczytałam to sześć tomików wspaniałej mangi Ścieżek Młodości autorstwa Io Sakisaka. Manga ta wciągnęła mnie niesamowicie, kiedy kończyłam tom, od razu brałam się za kolejny i będę ją polecać każdemu. Ścieżki Młodości to idealna manga, dla osób, które chcą zacząć swoją przygodę z mangami. Jestem także po obejrzeniu anime tego samego tytułu, które równie mi się podobało, ale trzeba wiedzieć, że anime urywa się w połowie historii. Gorąco, gorąco wam polecam tę historię.



Podsumowując, w październiku udało mi się, przeczytać 6 książek co dało mi 2966 stron, a w listopadzie przeczytałam 7 książek oraz 6 mang co dało mi 3595 stron.

środa, 30 listopada 2016

W kilku słowach o: Gus - Kim Holden



Tytuł: Gus
Autor: Kim Holden
Cykl/Seria: Promyczek ( tomy 2)
Wydawnictwo Filia
Liczba stron: 500
Moja ocena: 7/10


Czytając, Kiedy odszedłeś miałam mieszane uczucia, jakoś szczególnie nie przypadła mi ta książka do gustu, więc kiedy pojawił się drugi tom Promyczka i porównanie jednej książki z drugą, to miałam lekkie obawy, że znowu się zawiodę. Jednak bardzo mnie kusił ten tom, bo to jednak Gus, a bardzo go wcześniej polubiłam i nie mogłam sobie odpuścić książki która była pisana z jego punktu widzenia.

Gus nie radzi sobie z sytuacją, w której się znalazł, upija się i trzeźwieje i tak w kółko. Promyczek niebyła tylko jego przyjaciółką, a kimś więcej. Drugi tom podobał mi się, ale jakbym miałam wybierać pomiędzy pierwszym tomem a drugim, to chyba wybrałabym pierwszy. Choć na początku czułam więź z Gusem, czułam to, co on czuł i mogłam się z nim w jakiś sposób związać. Jak wiecie, od jakiegoś czasu, mam problem z czytaniem, praktycznie każda książka mi się dłuży, ale nie Gus, przeczytałam go w ciągu trzech dni i nie czułam się tak, że w końcu wypadałoby zakończyć tę książkę, tylko wręcz nie mogłam się oderwać.

Jeśli już mieliście możliwość zapoznać się z Promyczkiem i zastanawiacie się nad drugim tomem, to zdecydowanie warto. Gorąco was zachęcam do zapoznaniem się z historią Gusa.

wtorek, 15 listopada 2016

W kilku słowach o: Never never - Colleen Hoover, Tarryn Fisher


Tytuł: Never never
Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Cykl/Seria: Never never ( tomy 1-3)
Wydawnictwo Moondive
Liczba stron: 382
Moja ocena: 6/10

Sięgając po tę książkę, oczekiwałam czegoś mrocznego i nie po kojącego, sama nie wiem czemu, ale za to dostałam dość ciekawy romans. Trochę byłam zniechęcona do czytania, kolejnej książki Colleen Hoover, po Ugly Love, które mnie rozczarowało, co prawda to tylko jedna książka, która mi się nie spodobała tej autorki. Tak więc kiedy już się zmotywowałam do przeczytania Never Never, muszę przyznać, że może nie tego oczekiwała, ale ta książka naprawdę mi się podobała.

Charlie i Silas nie wiedzą, kim są. Pamiętają różne rzeczy, na przykład wiedzą, jacy są ich ulubieni aktorzy, programy, Silas pamięta jak robić doskonałe zdjęcia, a Charlie pamięta gatunki kwiatów, ale nie pamiętają, kim są, ani co do siebie czują, ani co wydarzyło się wcześniej. Razem postanawiają, odkryć co im się wydarzyło.

Czytając, powoli zaczynałam się przywiązywać do bohaterów, ale nie na tyle, aby jakoś szczególnie zapadli mi w pamięć. Co prawda ciężko było mi ją odłożyć, a dawno czegoś takiego nie miała, że chciałam tylko czytać i dowiedzieć się co będzie się działo za chwile.

Tak jak wspomniałam wcześniej, z twórczością Colleen Hoover już miałam styczność i większość z jej książek, które czytała jak najbardziej przypadła mi go gustu, oprócz Ugly Love, zastanawiam się nad przeczytaniem Pułapki uczuć oraz o November 9. A jeśli chodzi o Tarryn Fisher to było moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, nie wiem, czy zabiorę się za jej książki, nie dlatego że coś było nie tak, ale dlatego, że sama nie wiem, w co ręce włożyć i na razie nie chce zaczynać czegoś nowego.

Zachęcam was do zapoznania się z tą wciągającą historią.

Obserwatorzy

Lubisz to?